Zamknięte oczy, ale otwarte serce…

Niewidomy psiak to trudny temat. Temat, w którym musisz odnaleźć się Ty i twój pupil. Jeśli nagle stracił wzrok, pierwsze miesiące nie będą łatwe. Jednak prawda jest taka, że każdy psiak radzi sobie z taką sytuacją na swój sposób. Nie martw się na zapas.

Po pierwsze: najważniejszym Twoim zadaniem jest zapewnienie mu bezpieczeństwa. Wychodząc na spacer zawsze pamiętaj o smyczy, szczególnie przechodząc przez ulicę. Postaraj się unikać miejsc gdzie są krzaki czy też inne, niebezpieczne przeszkody.

Rutyna to teraz Wasza siła. W mieszkaniu nie przestawiaj przedmiotów, misek czy posłanka. Możesz też zostawiać przysmaki na ścieżce w domu, by łatwiej psiak mógł się poruszać. Kojarząc to z zapachem i smakiem. Domownicy powinni zawsze wołać pupila po imieniu, nie podbiegać czy też przebiegać obok niego. Wszystko po to by go nie przestraszyć.  

Dobrym pomysłem będzie również nauczenie go kilku komend. Takich jak: zostań, pomału, idziemy, uwaga. Ułatwi Wam to spacery.

Pamiętaj, że Twój psiak może w pierwszym okresie być agresywny, to zupełnie nowy świat. Nowy świat, który musi poznać uszami i noskiem. Czy może być smutny? Tak. Ralf, gdy stracił oko, postawiony został w zupełnie nowej sytuacji. Z radosnego, energicznego psiaka stał się chodzącym smutkiem i strachem. Do akcji wkroczyć może behawiorysta. Pamiętaj o tym, że masz wsparcie. Dziś Ralf, jak widzisz lub dopiero zobaczysz na filmiku, to szarżująca energia Kocha swoje życie, chociaż chce mieć dom. To jego marzenie. Nie w pełni sprawny wzrok, tylko w pełni kochający dom.

Nie poddawaj się, choćby nie wiem co! Jeśli Twój psiak jest zdrowy, a jedyne co się wydarzyło to utrata wzroku, pamiętaj, że nie jest ona podstawą do eutanazji lub odrzucenia. Dasz radę!

Prosimy, podzielcie się swoimi doświadczeniami, spostrzeżeniami na temat niewidomych psiaków. Być może czytają nas osoby, których psiak właśnie stracił wzrok. 

Psiaki z filmu znajdują się w warszawskim hoteliku Bella. Kontakt do adopcji: http://www.hoteldlapsow.waw.pl/kontakt.php

_D6D8664-Edit _D6D8668-Edit _D6D8679-Edit

Kocham moje psy - Leona i Gustawa. Nie lubię ludzi, który nie lubią psów. Dość mocno stąpam po ziemi, jednak z głowa w chmurach. Lubię wiedzieć, lubię mówić głośno, lubię śpiewać. Tańczę zumbę, baaaaaardzo mało profesjonalnie, ale uwielbiam to.
  • Właśnie zastanawiałam się nad podobnym wpisem, ale zrezygnowała z racji tego, że Budzik nigdy nie stracił wzroku w 100%, ale mimo to doskonale wiem o czym piszesz. Byliśmy w o tyle lepszej sytuacji, że pies tracił wzrok przez kilka lat, więc stopniowo sam się przyzwyczaił do nowej sytuacji. I powiem szczerze, że mimo tego problemu pies się nie zmienił. Utrata wzroku nie wpłynęła na niego negatywnie, a wręcz przeciwnie były inne pozytywne tego strony. O wiele bardzej wyostrzył mu się węch, więc zamieniliśmy zabawy “wzrokowe” na “tropowe” i skończył się problem “lubię sobie za czymś pogonić” nie widział uciekającego obiektu, więc nie robił tego, a jak trzeba było się bawić to aport nie stanowił problemu, choć dla jego wygody kupowałam wtedy piłki piszczące, dzwoniące i inne takie 😉
    Pisałam ostatnio o chorobach oczu i właśnie o tym, że “wyrok: utraty wzroku – nie jest wyrokiem dla psa, bo niewidomy pies nie jest problemem 😉
    http://zamerdani.pl/choroby-oczu-u-owczrkow/

    • Olga

      Cześć 🙂 Wielkie dzięki za takie wieści i komentarz ! 🙂 Tak, widziałam Twój post o owczarkach niemieckich. Czujność opiekuna i profilaktyka to podstawa ! Zgadzam się z Tobą. W rzeczy samej, utrata wzroku to nie wyrok! Musimy o tym głośno mówić, pisać i pokazywać 🙂 Dziękuję, że z Nami jesteś!

  • Miałam sunię, która straciła wzrok w wieku 15 lat i to w bardzo krótkim czasie – to był dramat, bo psu w tym wieku szalenie trudno jest się zaadaptować do nowych z gruntu warunków. Jednocześnie była ogólnie zdrowiuteńka – więc nie chciałam jej usypiać. Nawet przyczyny utraty wzroku lekarze nie mogli zdiagnozować, bo wszystkie badania były w normie 6-8-letniego psa. Na szczęście mieszkaliśmy we troje tylko: ona, kot i ja. Poza tym pracuję w domu, co też było istotne, bo nie zostawała sama. Dzięki temu miała trochę mniej stresu, ale i tak było to trudne dla nas obu 🙁 zwłaszcza, że niektórzy uważali, że pies się męczy i należy mu “skrócić cierpienia”, czego z kolei ja nie potrafiłam zrobić, a jednocześnie aż płakałam czasem patrząc na nią, ale i uśmiechałam się, gdy mimo wszystko cieszyła się ze spacerów :'( 🙂 Tak czy inaczej powstał taki oto system:
    1. Do windy wsiadała i wysiadała z niej samodzielnie – dobrze poznała wcześniej dźwięki temu towarzyszące, ale gdy widziałam, że czuje się niepewnie brałam ją na ręce (np. gdy ktoś się dosiadał), wtedy była spokojniejsza (malutka nie była, więc nie powiem – lekko nie było, ale czego się nie robi dla bliskich 😉 ).
    2. Trzeba było znosić ją po schodach, żeby nie spadała – nie potrafiła badać podłoża.
    3. Najbezpieczniej było też wynieść ją na dwór, żeby samodzielnie nie musiała przechodzić przez drzwi – bała się ich, bo jeszcze gdy widziała, niechcący przycięto jej łapkę, więc bardzo się denerwowała i uspokajała dopiero, gdy poczuła trawnik pod nogami. Najbezpieczniej czuła się – z jakiegoś powodu – na trawniku. Podejrzewam, że na chodniku “spotkania” z ludźmi ją stresowały i dlatego wolała trawnik.
    4. Chodziłam na spacery zawsze w te same miejsca, żeby miała szansę nauczyć się topografii, ale nie wszystko “łapała”: wpadała czasem na drzewa i inne przeszkody. Chodziła więc na długiej smyczy typu flexi i to ja odpowiadałam za to, by omijała przeszkody – napięcie smyczy i lekkie pociągnięcie w pożądaną stronę. WAŻNE: trzeba zwracać uwagę nie tylko na drzewa, słupki itp., ale też na leżące patyki, gałązki, o które pies może zaczepić kufą i przestraszyć się lub zranić, włącznie ze zranieniem oczu. W żadnym wypadku nie wolno szarpać smyczą(!) – to dla psa sygnał: niebezpieczeństwo i jest niezwykle stresujący! Trzeba przewidywać co zrobi pies, żeby łagodnie nim kierować, a jednocześnie pozostawić mu inicjatywę w czytaniu wszystkich interesujących sik-maili i w wyborze pozostawienia własnych wiadomości 😉 Przed radykalną zmianą kierunku, przed wzięciem na ręce najpierw trzeba psa zawołać.
    5. ZAWSZE zanim ją dotknęłam wypowiadałam jej imię – dzięki temu wiedziała, że jestem bardzo blisko i że najprawdopodobniej jej dotknę, dzięki czemu nie było reakcji lękowej na dotyk (niespodziewane dotknięcie, nawet gdy wiedziała, że jestem blisko powodowało kurczenie mięśni w miejscu dotknięcia, co świadczyło o reakcji lękowej, zanim zrozumiała, że to ja).
    6. W domu krążyła niespokojnie niemal bez chwili odpoczynku – gdy ułożyłam ją na wersalce, zasypiała, ale spała “jak mysz na pudle”, więc trzeba było bardzo dbać o spokój w domu.Najchętniej spała obok mnie, bo wtedy zapewne czuła się bezpieczniej. O ile więc dotychczas nie sypiała na łóżku, to pozwoliłam jej sypiać na wersalce i ja sama przeniosłam się z komputerem na wersalkę, żeby mogła być blisko mnie.
    7. Każda zmiana na “jej ścieżkach” wyprowadzała ją z równowagi i powodowała szybsze i bardziej uporczywe krążenie po znanych jej drogach. Dlatego bardzo trzeba było uważać, żeby nie postawić czegokolwiek w innym miejscu niż zazwyczaj.
    8. Z powodu stresu zaczęła się załatwiać w domu (najczęściej oddawała mocz), czym się też stresowała, bo było to wbrew wyuczonym przez lata nawykom – dostała więc dziecięce pieluszki (wtedy jeszcze nie było pieluch dla psów), w których wycinałam dziurkę na ogonek. W jakiś sposób przyniosło jej to ulgę – może dlatego, że gdy się odwracała, to tam gdzie “kucnęła” nie było zapachu moczu, a ja ją od razu “przewijałam”.
    9. Dla zmniejszenia stresu dostawała STALE środki uspokajające – stałe podawanie było bardzo ważne, po to by utrzymać właściwy poziom leku w ustroju i nie dopuszczać do zaostrzenia stresu.
    10. Zrezygnowałam z wożenia jej samochodem, bo panicznie się bała – nie wiem dlaczego, może kojarzyła zapachy i hałas z niebezpieczeństwem (nigdy wcześniej nie bała się jazdy autem).
    Tak więc istotne jest by BARDZO UWAŻNIE obserwować wszelkie drobne przejawy emocji psa – musimy pamiętać, że on nam nie powie, co będzie dla niego lepsze. Mówi do nas jednak całym sobą i to od nas zależy, czy zrozumiemy jego przekazy 🙂
    Jak to się skończyło? Tak jak było do przewidzenia: sunia była ze mną (potem z córką, bo ja się znalazłam w szpitalu, ale córka zamieszkała u mnie, żeby psu nie zmieniać otoczenia!) jeszcze przez 1,5 roku i odeszła ze starości po prostu.
    Czy warto było? Nie pytajcie, bo byłyśmy obie z nią tak związane, że żadna z nas nie umiała podjąć decyzji o eutanazji… a i sunia tak nas kochała i tak nam ufała, że gdybyśmy ją uśpiły, to – tak czułyśmy – zawiodłybyśmy tę ufność… <3 <3 <3 No i czy poddałybyśmy eutanazji kogoś bliskiego, tylko dlatego, że nie rokował powrotu do zdrowia?!
    Mam nadzieję, że za Tęczowym Mostem biega swobodna i szczęśliwa, i bryka tak, jak brykała tutaj, do późnych lat swojego życia…

    • Olga

      Przybijam Ci wielką Piątkę Nevada ! Jesteś niesamowita! Wielkie, wielkie dzięki za Twoje słowa. Wszystkie punkty są przepełnione miłością i zrozumieniem. Ty i Twoja córka zrobiłyście niesamowitą robotę. To przyjaźń. To miłość. Wzruszyłam się czytając Twoje słowa. I dziękuję za słowa o eutanazji. To chyba najtrudniejszy temat ever. Pracując przez 12 lat, w różnych przychodniach i lecznicach weterynaryjnych, śmierć zawsze była obok. Uwierz mi, nigdy się nie przyzwyczaiłam. Muszę napisać Ci coś jeszcze : Każde słowo użyte w tych punktach przywraca mi wiarę w zrozumienie, bezwarunkową miłość i niemą odwagę by wierzyć, że Takich osób jak Ty i Twoja córka jest znacznie więcej! Dziękuję Ci. Przybijam Wam Piątkę!!!

      • Bardzo dziękuję, ale nie spodziewałam się takiego odbioru 🙂
        Po prostu przekazałam tylko czego się nauczyłam, żeby innym było łatwiej, zwłaszcza gdy trzeba wspomóc psiaka, tak by się nie zraził. To że sunia miała swoje lata powodowało, że była bardziej bezradna, ale też pokazało gdzie są “ważne” punkty, na które warto/trzeba zwrócić uwagę, zwłaszcza w początkowym okresie.
        Mam nadzieję, że mój wpis zwyczajnie pomoże innym <3 🙂

    • @n@disqus_nevadaking:disqus to co napisałaś jest niezwykle wzruszającą historią… Dziękujemy Ci całą załogą Fundacji za to! Jesteś idealnym przykładem bezwarunkowej miłości człowieka do psiaka – życzylibyśmy wszystkim psiakom takich opiekunów i członków rodziny. Czy zgodzisz się, byśmy udostępnili Twoją historię jako osobny wpis na blogu? Jeśli tak, napisz do nas na: blog@karmimypsiaki.pl, może masz jakieś zdjęcia psiaka, którymi zechciałabyś się podzielić? Całujemy i pozdrawiamy:*

      • Przepraszam za długie milczenie – karta z Waszym wpisem czekała cały czas otwarta w przeglądarce, żebym w natłoku spraw super-extra, extra i super pilnych o tym nie zapomniała. Oczywiście, że mam zdjęcia 🙂 Prześlę je Wam i nie mam nic przeciwko temu, by je pokazać światu, choć szczerze jestem zaskoczona – dla mnie to było takie… długo szukałam słowa – takie zwykłe… choć przeżycie było ogromne, to takich przeżyć wszyscy mamy przecież chyba w życiu po kilka, kilkanaście, a niektórzy zapewne i kilkadziesiąt… dlatego podziwiam ludzi takich jak Wy – na co dzień stykających się i zmagających z wieloma problemami, bólem, tym fizycznym i tym psychicznym zwierzaczków skrzywdzonych przez ludzi… i choć na pewno jest w tym niejedna radość, to i tak Was podziwiam, że dajecie radę razem z nimi pokonywać zły los… Bądźcie nadal dla nich i z nimi 🙂 <3 <3 <3

    • Lidia Osińska

      Dawny wpis, ale przepiękny. Adoptowalam suczke niewidoma dwa miesiące temu,(właściwie to na dom tymczasowy ją wzięłam, chętnych brak więc zostaje raczej) bardzo dobrze sobie z tym radzi.Mała ma 8 lat, nie wiem jak długo nie widzi. Jest bardzo wrażliwa..uwielbiamy ją i ona nas, ale musialo się jej cos przydarzyć”ktoś” raczej, bała się długo dotyku. Miala lek separacyjny, ale z czasem zaufala nam i lepiej znosi, skacze na łóżko spać po moim wyjściu. Dużo motywacji dostaje jak czytam,ze jeszcze są tacy ludzie jak wy. Mimo wszystko niewielu takich https://uploads.disquscdn.com/images/fe3e27ad21cbd0f6254992d0ac546ff511fc5157750caa09808e8ed87055f25f.jpg

      • Proszę, nie myśl tak: “chętnych brak więc zostaje raczej” – wyrzuć to “raczej”!
        Od lat mam psy, znakomitą większość “po przejściach”. Dla nich utrata zaufanych człowieków (nierzadko kolejna) jest jak wybuch bomby i kompletnie zniszczony cały świat! To potworna trauma! Ciepło o niej piszesz, a ona Was pokochała, więc nie dopuszczaj nawet najmniejszej myśli, że ją oddasz! Jest już teraz tyle możliwości dla ludzi z psami 😀
        Mam nadzieję, że będziecie się cieszyć sobą wzajemnie przez długie, długie lata! Powodzenia <3