To jest historia moich psów przygarniętych z krakowskiego schroniska dla zwierząt. Historia ostatnich 10 lat mojego życia.

Pierwsza była Bina – zobaczyłam jej zdjęcie na stronach internetowych. Wyglądała jak nieładny jamnikowaty pies, według opisu miała 10 lat. Po przybyciu do schroniska okazało się, że takiego „jamniczka” nie mają. Była za to jest Bina – duża wilkowata dama, która pół życia spędziła za kratami. W dodatku miała nieciekawą przeszłość, została odebrana niezrównoważonemu właścicielowi.

Znajomi, którzy ze mną przyjechali, byli przerażeni. To w końcu duży obcy pies, nie wiadomo, co mu do głowy strzeli, może rzuci się na mnie w aucie… W aucie Bina przytuliła się do mnie i tak dojechałyśmy do domu.

Początki były trudne, bo bała się zostawać sama w domu, skakała po drzwiach, szczekała.

Postawiłam na cierpliwość.

Powoli się poznawałyśmy. Bina chyba zrozumiała, że ma dom, gdzie nikt jej nie skrzywdzi.

Lata spędzone z nią były dla mnie bardzo ważne. Dzięki niej nauczyłam się odpowiedzialności i radzenia sobie w ekstremalnych sytuacjach. Za mało tu miejsca, żeby napisać, jak dużo jej zawdzięczam.

Potem pojawiła się Pola

Pola była zwróconą z adopcji suczką, która była agresywna w stosunku do domowego psa. Nigdy nie widziałam tak wyniszczonego psa. To był ledwie chodzący kościotrup z diagnozą Cushinga. Załatwiała się krwią, jej schorzenia skórne to był prawdziwa zagadka dla dermatologów.

Bina podeszła do niej sceptycznie. Ja z kolei zajęłam się przywracaniem Polinki do przyzwoitego stanu i spędzaniem długich godzin w poczekalni u weterynarza. Nie udało mi się jej wyleczyć, była zbyt chora i zniszczona latami zaniedbań, ale z psa, który nie wie, co to ludzka ręka zmieniła się w psinę, która da się przytulić i pogłaskać. Była tak chudziutka, że szyłam dla niej ubranka na chłodniejsze dni. Na zdjęciu widać jedną z Polinkowych kreacji. Kochana dziewczyna.

Nagle odeszła Bina…

Okazało się, że rozwijał się u niej bezobjawowo nowotwór przewodu pokarmowego. Próbowaliśmy ją ratować, ale było za późno.

W wielkiej rozpaczy przyjęłam pod swój dach Dakotę, którą przypadkowo zobaczyłam trochę wcześniej na akcji „Nie wstawaj od stolika bez persa lub jamnika”.

Dakota była pierwszym psem, który był zadbany i nie miał problemów emocjonalnych. Właściciel oddawał ją dwa razy do schroniska, ale mimo wszystko pozostała bardzo pogodną damą. To była trzecia staruszka w moim życiu, bardzo wesoła i towarzyska. Okupowała kanapę i żądała przykrycia kołdrą, kiedy szłyśmy spać. Kiedy chciała wyjść na spacer, kładła się na plecach i merdała ogonem aż do skutku.

Po jej śmierci nie wiedziałam, co ze sobą zrobić.

Życie czasem decyduje za nas. Na facebooku zobaczyłam, że schronisko ogłasza śmiertelnie chorego psa. Szukano dla niego domu na ostatnie dni. Oczywiście pojechałam po niego.

Skoti miał raka wątroby z przerzutami do płuc i żadnych szans na wyleczenie. Moją rolą było zapewnienie mu domowych warunków i odrobiny radości życia.

Myślę, że jakoś mi się to udało, bo Skoteł bardzo odżył. Z dziadka niemającego siły wyjść po schodach przeistoczył się w osiedlowego macho, gromiącego inne psy głośnym ujadaniem. Był z nami tylko trzy miesiące, ale chcę wierzyć, że ten czas pozwolił mu odejść w spokoju. Odszedł w domu, trzymałam go za łapkę, jak każdego mojego psa.

Czy czegoś żałuję?

Tak, chciałabym mieć moc uzdrawiania i przykro mi, że jej nie mam. Nie żałuję natomiast ani jednej chwili spędzonej z moimi staruszkami i mam nadzieję, że dla nich były one równie ważne.

Moim najnowszym psim „nabytkiem” jest mała Buka, oczywiście ze schroniska w Krakowie. Nie miałam wcześniej do czynienia ze szczeniakami, więc jest to dla mnie ciekawe doświadczenie.

Jak zawsze, stawiam na miłość i konsekwencję. Buka dopiero dorasta, jest fajnym i mądrym pieskiem. Poświęcam jej dużo czasu i widzę, że to procentuje. Mam nadzieję, że nasza historia będzie trwać jeszcze bardzo długo.

Autorka tekstu: Anna Petryk


Absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prywatnie szczęśliwa właścicielka Neli, najpiękniejszej na świecie suczki w typie owczarka niemieckiego. Od dziecka cierpi na nieuleczalną miłość do zwierzaków.