Pynio pojawił się u nas niecałe 3 lata temu. Razem z chłopakiem dużo wtedy pracowaliśmy i długo zastanawialiśmy się czy znajdziemy czas na psa.


Pomyśleliśmy w końcu, że skoro pies siedzi w schroniskowym boksie sam przez 24 godziny na dobę, a u nas sam zostanie na maksymalnie 8 czy 9 godzin, to będzie bardzo zadowolony z takiego domu jak nasz.

Nawet przez chwilę nie pomyśleliśmy o tym, by szukać psa rasowego. Kiedyś przez chwilę wraz z przyjaciółką pomagałyśmy w krakowskim schronisku i już wtedy wiedziałam, że w końcu nadejdzie ten dzień, kiedy i ja będę mogła zmienić życie jednemu z tych patrzących zza krat psiaków.

Moja przyjaciółka zdecydowała się na adopcję psa rok wcześniej – tak pojawiła się czarna kundelka, kochana Airuśka, która stała się oczkiem w głowie w naszym towarzystwie. W końcu stwierdziliśmy z chłopakiem, że czas i na nas. Podświadomie zwracałam uwagę tylko na czarne kundelki podobne do Airy ☺ Przejrzałam wszystkie psiaki na stronie schroniska, wraz z przyjaciółką i drugą koleżanką (która również myślała nad psem), następnie wybrałyśmy się na ul. Rybną 3 w Krakowie.

Jednym z psów, który „wpadł mi w oko” był czarny, średniej wielkości Lolek, który zza krat domagał się uwagi. Poprosiłam o możliwość zapoznania się z nim poza boksem.

Lolek po wyprowadzeniu na zewnątrz ładnie szedł na smyczy, ewidentnie wiedział, co znaczy „spacer”, ale jakby nagle stracił zainteresowanie nami. Ciekawiły go zapachy i wszystko, co dzieje się dookoła, tylko nie my. Trochę mnie to wtedy zmartwiło, bo ciągle powtarzano mi, że pomiędzy człowiekiem a psem od razu czuje się „to coś” i momentalnie wie się, że to właśnie TEN pies.

Postanowiłam dać sobie jeszcze czas do namysłu – wzięcie psa to przecież decyzja na długie lata. Najgorszy był jednak moment powrotu Lolka do boksu. Nagle okazało się, że on za nic na świecie nie chce tam wejść – z piskiem zapierał się wszystkimi łapami…

Moja przyjaciółka ze łzami w oczach zaczęła zastanawiać się czy nie wziąć drugiego psa i to od razu, bo nie ma serca patrzeć na Lolka, który zdecydowanie nie czuł się dobrze w towarzystwie innych psów w boksie.

Jak się później okazało, od początku nie zaakceptowały nowego lokatora, nie pozwalały mu dojść do jedzenia (stąd ta chudość!) i podgryzały go po łapach… Lolek w schronisku był dopiero od miesiąca. Ktoś znalazł go błąkającego się w Nowej Hucie i pies został przywieziony na ul. Rybną, gdzie nikt się po niego nie zgłosił.

Kiedy wróciłam do domu, szargały mną wątpliwości. Nie wiedziałam czy Lolek to TEN pies, z drugiej strony nie mogłam zapomnieć widoku tego nieszczęśliwego kundelka. Pamiętam, że powiedziałam wtedy do chłopaka: „Najlepiej jakbyś po prostu tam pojechał i zdecydował”.

Na następny dzień, w Dzień Kobiet, chłopak wraz z moją przyjaciółką przyjechali do nas prowadząc na smyczy Lolka. Lolka, którego imię zmieniliśmy na Pynio. Co tu dużo mówić. Pynio już w pierwszym dniu zrozumiał, że od dziś jest Pyniem.

Po pierwszych kilku dniach wszystkie moje wątpliwości ustąpiły i na ich miejsce przyszła miłość. Bo Pyniek okazał się psem prawie idealnym.

Zaaklimatyzował się bardzo szybko – zostało w nim sporo lęków i obaw, wciąż są rzeczy nad którymi pracujemy, jednak za nic na świecie nie umiem sobie wyobrazić, że te 3 lata temu nasza decyzja mogłaby być inna.

To nieprawda, że wybierając psa musi coś zaiskrzyć. Może niektórzy tak mają. Ale my potrzebowaliśmy trochę czasu, żeby się w sobie zakochać. On potrzebował zaufać, ja potrzebowałam uwierzyć, że uda się znaleźć w zakręconym życiu czas na psiaka.

Teraz nie pamiętam już, że jak wyprowadziłam go na spacer w schronisku w ogóle nie zwracał na mnie uwagi. Teraz jego uwagi i miłości mam aż za dużo 😉 Wiem już, co znaczy wdzięczność adoptowanego psa, o której wszyscy ciągle mówią.

A co z dwiema dziewczynami, które były wtedy ze mną w schronisku? Właścicielka Airy kilka miesięcy po mnie adoptowała Lawę, która jest kolejną kopią Airy i Pynia (wszystkie na zdjęciach). Teraz, gdy tylko nadarzy się okazja, razem szaleją na spacerach. Druga z dziewczyn, tydzień po adopcji Pynia przyjechała po wypatrzoną w schronisku włochatą sunię, którą nazwała Beza.

Jak to mówią, wszystko skończyło się szczęśliwie cztery fantastyczne psy mają domy, a my ciągle będziemy mówić: nie decyduj się na kupno psa. Jest tyle wdzięcznych psiaków w schronisku! 

thumb_IMG_2867_1024

Opowiedziała Agata, prowadząca obecnie bloga http://www.zpsempokrakowie.pl/  🙂

 

Od dziecka przez znajomych nazywana "psią mamą". Kocha zwierzęta, dobre filmy i podróże. Uwielbia pomagać innym. Wiceprezes Fundacji Sarigato.