Gdy tylko obedience zawładnęło moim sercem, postanowiłam, że drugi pies będzie starannie wybranym szczeniakiem. W grę wchodziło kilka ras, jednak wszystkie raczej nastawione na pracę z człowiekiem. Pewnikiem było, że do naszego domu trafi jak najmłodsze szczenię, z którym od pierwszych dni nawiąże wymarzoną relację i którego krok po kroku będę  przygotowywać do pracy.

Sukcesy sportowe z maltańczykiem przekonały mnie, że „da się” z każdym psem, ale nie ukrywałam, że chciałam móc na co dzień pracować też z psem do tego stworzonym. Miałam jednak pewną słabość, mianowicie, dla mnie pies idealny do sportu to taki, z którym będę się dobrze czuć i z którym praca da mi wiele radości (choć nie ukrywam, że wymierne sukcesy też siedziały mi w głowie). Musiałam się zakochać.

Gdy Honda była jeszcze Princeską rozpływałam się nad jej zdjęciami, pokazując je także swojemu facetowi, który uwielbia japońskie rasy.

Oczywistym było dla mnie, że nigdy nie zdecyduje się na takiego psa, więc komentowałam i udostępniałam jej zdjęcia a nawet postanowiłam poznać ją na żywo. I to był mój błąd – a może właśnie jedna z najlepszych decyzji w życiu?

12959479_1066391313406572_508666285_o

Po spędzeniu z nią kilku chwil i rozmowie z dziewczynami z fundacji decyzja o wzięciu jej na DT, aby pomóc przepracować jej lęki i nauczyć żyć w mieście zapadła ostatecznie. Teraz mogę przyznać, że już wtedy wiedziałam, że ta ponad 2 letnia prawie shiba z nami zostanie, dlatego gdy dwa dni później dostałam informacje o narodzinach tego wymarzonego miotu grzecznie (choć z ciężkim sercem) podziękowałam hodowczyni.

Wciąż dziwiłam się samej sobie. Nie decyzji o DT a temu, że właśnie przekreślałam wszystkie swoje plany dla psa, który pod każdym względem jest inny niż planowałam. Właściwie, ma większość cech przy których mogłabym śmiało napisać „nigdy”. Cóż – NIGDY NIE MÓW NIGDY.

Nie rozumiałam jak mogłam zakochać się w Princesce – delikatnej, wrażliwej księżniczce – skoro zawsze moją uwagę przyciągały najgorsze diabły. Szybko okazało się, że i tym razem jest podobnie.  Zjedzone drzwi były tylko początkiem.

Na psy szybko zaczęła reagować wybuchami agresji, z czym uporałyśmy się już całkowicie. Gdy nabrała pewności i ogłady zaczęła bawić się z pobratymcami, jednak z reguły tylko ona miała świetny ubaw. Wyszła z niej po prostu „wredna suka” (już wiem skąd takie powiedzenie). Jej niezależność w połączeniu z lękami okazała się niezwykle uciążliwa.

Długo zajęło mi nauczenie jej, że może mi zaufać a przede wszystkim, że jesteśmy RAZEM a nie tylko przypadkowo połączonymi smyczą jednostkami. W nauce życia niesamowicie pomogła jej Fruzia, która od razu stała się jej przewodnikiem. Gdyby nie ona nie wiem jak długo stałybyśmy z Hondą w miejscu.

Dziewczyny pomagały sobie wzajemnie. Fru pokazała Hondzie jak żyć w wielkim świecie, czego nie trzeba się bać, do kogo warto podchodzić itd., z kolei dzięki nowej siostrze Fruzia stała się dużo pewniejsza siebie, mniej krucha (Honda bawi się z nią dość ostro) i po prostu szczęśliwsza. Obie polegają na sobie prawie zawsze, są niemal nierozłączne a ich relacja choć skomplikowana, jest godna pozazdroszczenia.

12953228_1066391403406563_1575816802_o

Plany na pracę z psem musiałam zmienić całkowicie. I tak, przez pierwsze kilka tygodni pracowałam nad tym, żeby Honda w ogóle chciała ze mną coś robić. Sesje trwały kilkanaście, czasem kilkadziesiąt sekund, po czym zwalniałam ją i pozwalałam robić co chce.

Potrzebowała po prostu świętego spokoju, nie nachalnego przewodnika. Starałam się ja wspierać na każdym kroku i nie spieszyć się z niczym. To wszystko się opłaciło, bo teraz Honda uwielbia pracować, dzięki czemu świetnie bawimy się trenując obedience, agility a ostatnio także tropienie. Fakt, swoim tempem, ale czy gdzieś nam się spieszy?

Dawno przestałam myśleć o wysokich lokatach na zawodach, a nawet w ogóle o oficjalnych startach z nią. Moimi sukcesami są dni, w których Honda niczego się nie boi a na hasło rozpoczynające prace skacze z radości i tego nie zastąpi żaden puchar czy tytuł, nawet mistrzowski!

Czasami wciąż bywa ciężko. Kilka dni temu po powrocie do domu zastałam mieszkanie w rozsypce, z rozgryzionymi plastikowymi pudełkami, rozrzuconymi śmieciami, rozszarpanymi treningowymi zabawkami… długo by wymieniać. Z kolei tydzień wcześniej był dzień lęków, kiedy unikała każdego z domowników a na wyciągniętą rękę znów reagowała sikaniem pod siebie.

Nie ukrywam, w takie dni czasem siadam na ziemi skulona zastanawiając się co musiał przeżyć ten pies, roniąc przy tym kilka łez (trochę z bezradności). Jednak zawsze po takich momentach przychodzą lepsze, w których widać jak bardzo procentuje praca połączona z miłością i zrozumieniem.

12962638_1066391296739907_1385942104_o

Dzięki Hondzie rozwinęłam się trenersko w tą stronę, w którą zaczęłam iść z Fruzią. Sportowy szczeniak mógłby mnie zepchnąć z tej ścieżki, dlatego śmiało mogę powiedzieć, że w naszym przypadku idealnie sprawdza się powiedzenie, że nie dostajemy w życiu takiego psa jakiego chcemy a takiego jakiego potrzebujemy. I choć adopcja psa nie jest łatwa i potrafi przewartościować człowiekowi wiele spraw to nie wyobrażam sobie już „rozsądnego, przemyślanego wyboru psa sportowego”. Od takich decyzji mam serce, a rozum jest od tego, żeby wiedzieć jak tej decyzji podołać!

Monikę, jej psiaki i ich wspólną pracę możecie śledzić na http://www.obifru.pl , a także obserwować na portalach takich jak : FACEBOOK czy INSTAGRAM.

Kocham psiaki odkąd pamiętam. Moją misją jest zachęcanie do adopcji psów starszych i niepełnosprawnych. Chcę łamać psie stereotypy i pokazywać rzeczywistość. Jestem ogromną melomanką, działam w ruchu rekonstrukcji historycznej już 7 lat. Zawsze znajdę wolną chwilę na wypad w góry.
  • Nigdy nie poznałam historii Hondy z tej strony, ale to bardzo wzruszająca i pouczająca historia 🙂
    Pozdrowienia dla Was dziewczyny! :*