Pamiętam ten wieczór jak dziś – listopad, zimno, plucha. Koleżanka, która jest wolontariuszką w fundacji dla zwierząt napisała do mnie na facebooku wiadomość: “Domi, jest coraz chłodniej, a mamy dużo psiaków, o które nikt nie pyta. Szykuje się im zima w fundacji. Może chciałabyś wziąć jednego na dom tymczasowy?”.

W pierwszej chwili pomyślałam, że to niemożliwe – przecież studiuję i mieszkam w wynajętym pokoju. Po kilku dniach jednak moje serce psiej matki wzięło górę nad rozumem. Następnego dnia Figo był już u mnie.

Przez całe swoje dwudziestoletnie życie miałam dużą styczność z psiakami. Nigdy jednak nie pracowałam z bezdomniakiem, więc był to dla mnie totalny szok. Pies, który do mnie przyjechał trząsł się z przerażenia. Każdy gwałtowniejszy ruch wywoływał u niego panikę. Bał się spacerów, chodzenia po schodach i ludzkiej ręki. Nie szczekał, nie machał ogonem, nie cieszył się na mój powrót do mieszkania. Cały czas leżał na swojej kołdrze zwinięty w kłębuszek. Jego sierść była matowa, brudna i wypadała garściami…

10393915_573774309394011_737205427339255296_n

Wzajemnie uczyliśmy się wspólnego życia. Ja pracowałam nad swoją cierpliwością i opanowaniem, on powoli stawiał kroczki na schodach (całe szczęście opanował tę umiejętność szybko, bo noszenie prawie 30- kilogramowego byczka z góry na dół kilka razy dziennie było dla mnie dość wymagające).

Wszystko zapowiadało się świetnie! Figaś już czasem merdał ogonem, a życie i radość powoli wracało w jego oczka. Nasz wspólny sukces był jednak okupiony kilkoma ugryzieniami. Nawet zastanawiałam się nad oddaniem go z powrotem… Postanowiłam wtedy zrobić rozrachunek naszych osiągnięć. Krok milowy, który przeszliśmy zauważyłam dopiero porównując zdjęcia z początku jego pobytu u mnie z tymi teraźniejszymi. Zmiana jaką przeszedł była ogromna i właśnie to uzmysłowiło mi jak bardzo on mnie potrzebuje.

Przez cały czas ogłaszałam go na różnych portalach. Chciałam szybko mu znaleźć dom, zanim ja, albo mój chłopak za bardzo się do niego przywiążemy…

11025666_968739879827429_5165771107942448939_n

Wszystko uległo zmianie, kiedy zbliżało się Boże Narodzenie, a nad nami wisiała smutna perspektywa oddania Figusia do kojca na okres świąt. Wtedy zadzwoniła mama mojego chłopaka i powiedziała po prostu: “Nie kombinujcie. Po prostu przyjedźcie z nim do naszego domu. Przecież już jest wiadome, że go nikomu nie oddacie!”

Od tej rozmowy minęło już 1,5 roku, a my mamy wesołego pieseczka o najukochańszej mordce! Nauczył się szczekać, merdać bez przerwy ogonem i w końcu jest beztroski. Nie boi się już prawie niczego (chyba, że mówimy o kąpieli i czesaniu)!

Patrząc dziś na niego, wiem, że zrobiliśmy dobrze. Nie poddaliśmy się, kiedy było trudno, pomogliśmy mu odzyskać spokój. Teraz nie ma dnia, w którym Figo nie wywołałby u nas uśmiechu. Zyskaliśmy najlepszego kompana do spacerów, wędrówek po górach, wycieczek, a co najważniejsze – życia.

10934062_935433473158070_7673068926759519921_n

Kocham psiaki odkąd pamiętam. Moją misją jest zachęcanie do adopcji psów starszych i niepełnosprawnych. Chcę łamać psie stereotypy i pokazywać rzeczywistość. Jestem ogromną melomanką, działam w ruchu rekonstrukcji historycznej już 7 lat. Zawsze znajdę wolną chwilę na wypad w góry.