Wilma

 

Pewnego  mroźnego, zimowego popołudnia wracałem do domu i na podwórku zauważyłem ślady łap na świeżym śniegu. Na początku nie zdałem sobie sprawy z tego, że to może być szukający schronienia i jedzenia zwierzak.

Pierwsze spotkanie moje i Wilmy – lęk i nieufność

Następnego dnia, mniej więcej o tej samej porze, znowu je dostrzegłem. Jednak oprócz łap na śniegu, zauważyłem też strasznie brudnego, zmarzniętego i przestraszonego psiaka! Emocje wzięły górę i podszedłem do niego. Początkowo psina była bardzo nieufna, ale udało mi się ją wziąć do domu. Nakarmiłem ją i ogrzałem.

Całą noc myślałem, co mam z tą sytuacją zrobić. Doszedłem do wniosku, że niestety nie mam czasu na opiekę nad zwierzakiem. Dlatego niechętnie następnego dnia zawiozłem ją do schroniska, oddalonego o dobre kilka kilometrów od mojego miejsca zamieszkania. Pomyślałem, że lepiej będzie miała u kogoś innego, u kogoś, kto poświęci jej więcej czasu. Ja miałem taką sytuacje, że w tym momencie nie mogłem zapewnić jej opieki.

Uciekła ze schroniska, do którego ją zawiozłem.

Dwa czy trzy dni później, wychodząc na zakupy, patrzę z niedowierzaniem – przed moimi drzwiami siedzi ta sama suczka, którą odwiozłem do schroniska! W tym momencie uświadomiłem sobie, że musiała stamtąd  uciec i znów przyjść do mnie. Nie zastanawiając się długo, zaprosiłem ją do środka, nakarmiłem i wykąpałem. Nie mogłem znowu porzucić Wilmy. Od razu poczuła się jak u siebie!  Pojechaliśmy do weterynarza na kontrolę. Okazało się na szczęście, że dwuletniej suczce, oprócz zmęczenia, nic nie dolega.

Od tej pory jest ze mną do dziś, wabi się Wilma i jak na razie żyje długo i szczęśliwie.

Oby jak najdłużej! 🙂

Autor tekstu: Mirosław Madr


 

Absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prywatnie szczęśliwa właścicielka Neli, najpiękniejszej na świecie suczki w typie owczarka niemieckiego. Od dziecka cierpi na nieuleczalną miłość do zwierzaków.