Oto historia najszybciej podjętej (i najlepszej) decyzji w moim życiu.

Kilka lat temu zakochałam się w bulterierach – wypatrzyłam hodowlę i zaczęłam odkładać pieniądze na psiaka tej rasy. Postanowiłam zalogować się na wszystkie możliwe fora związane z ‘bulową’ tematyką i czytałam, czytałam, czytałam… żeby jak najlepiej przygotować się na pojawienie się nowego członka rodziny.

Fora dotyczyły nie tylko bulterierów – znajdowały się tam działy poświęcone innym TTB (terierom typu bull) oraz psom w typie rasy. Prezentowano tam psiaki, które miały domki. Był też dział adopcji.

Miłość od pierwszego wejrzenia

fb_20140827_17_39_08_saved_pictureZachwycałam się piękną pitbulką, która została wyrwana z okropnego schroniska (określanego nawet mianem ‘obozu dla psów’) przez fundację ratującą TTB  i szczęśliwie znalazła  nowy dom. Podobała mi się niesamowicie. Miała w sobie coś, co mnie urzekło. Rzec można – miłość od pierwszego wejrzenia 🙂 Po kilkunastu dniach z przerażeniem zauważyłam, że psina ponownie szuka domu! Jej nowa opiekunka “nie mogła” się nią dłużej zajmować… Zareagowałam natychmiast – stwierdziłam “to jest TEN pies”!

Napisałam do jej ówczesnej opiekunki i wyraziłam chęć adopcji psinki. Nie zważałam na odległość (praktycznie drugi koniec Polski) ani na to, że nie poznałam psa osobiście. Dzień po rozmowie z opiekunką suni dowiedziałam się, że została już ona odebrana przez fundację – zgodnie z umową to fundacji powinien zostać przekazany pies w przypadku, gdy nowy opiekun nie może się nim już zajmować. Moje rozmowy z nimi wydawały się trwać w nieskończoność, ale w końcu (po “prześwietleniu” mnie wzdłuż i wszerz) uzyskałam zgodę na przyjazd do rudej piękności! Kilkaset kilometrów (w deszczu i stresie) i kilka godzin później witałam się z Shivą! To było w listopadzie, pięć lat temu.

 

Jak jedna decyzja może zmienić Twoje życie

I tak oto zamiast rodowodowego bulteriera mam sunię w typie pitbulla… Myślę, że po prostu tak miało być – miałyśmy na siebie trafić. Shiva uwielbia się przytulać, jest cudowna i kochana mimo zła, które spotkało ją w ciągu pierwszych dwóch lat życia (podczas zdjęcia RTG znaleziono u niej ślady śrutu, miała tez mnóstwo blizn, prawdopodobnie po pogryzieniach). Uwielbiam spędzać z nią czas (i jestem pewna, że ze wzajemnością) i nie wyobrażam sobie, że mogłabym pięć lat temu podjąć inną decyzję!

wp_20161013_12_48_02_pro

 

Jeżeli ktoś nie jest przekonany, że adopcja to dobry sposób na zyskanie nowego członka rodziny – proszę się nie wahać! Proszę udać się do najbliższego schroniska, fundacji lub poszperać w Internecie – spojrzeć w oczy psiaków, które żyją nadzieją na kochający i troskliwy dom i po prostu zakochać się w którymś z nich!

Nie kupuj – adoptuj! Daj szansę schroniskowemu zwierzakowi i uratuj mu życie 🙂

Autor tekstu: Magdalena Deja

Absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prywatnie szczęśliwa właścicielka Neli, najpiękniejszej na świecie suczki w typie owczarka niemieckiego. Od dziecka cierpi na nieuleczalną miłość do zwierzaków.