pies z ciastkiem

18 maja 2013 roku pożegnałam mojego przyjaciela, który żył ze mną 14 lat. Nie mogłam dojść do siebie po tym rozstaniu. Czułam przeraźliwą pustkę. Obiecałam sobie, że już więcej nie narażę siebie na takie cierpienie – nigdy więcej nie będę miała psa. Trzy miesiące później, dokładnie 14 sierpnia, obudziłam się z dziwnym, wyjątkowo silnym uczuciem i dręczącą myślą: “muszę jechać do Warszawy!”. Do dziś nie wiem dlaczego tam, dlaczego akurat wtedy.

Pomiędzy przypadkiem a przeznaczeniem

Wykonałam telefon do Agnieszki, koleżanki działającej w fundacji “Pies na Zakręcie”. Poinformowałam ją, że jutro będę w Warszawie. Wszyscy starali się wybić mi ten pomysł z głowy. Przekonywali, że daleko, że paliwo drogie, że plan bez sensu. Wstałam rano, ubrałam się, obudziłam córkę i wyruszyłyśmy w podróż mało sprawnym autem. Przejechałyśmy 350 km nie wiedząc tak naprawdę, po co jedziemy.

Dotarłyśmy do pierwszego domu tymczasowego dla psiaków. Byli tam trzymiesięczni bracia – Brego i Sheridan. Psiaki zostały znalezione we wsi, ich matka oszczeniła się w ulicznym kanale. Gdy suka zniknęła, szczenięta zaczęły wychodzić z “nory” w poszukiwaniu pożywienia. Po wejściu do domu tymczasowego psiaków, Sheridan nie ukrywał zainteresowania naszymi osobami, robił wszystko żeby zwrócić naszą uwagę. Próbował nawet swoim ciałem zakryć ciało brata. On nas wybrał. Chciał z nami wracać. No i wróciliśmy razem.10931119_815964975131596_2128124144389298865_n

Pomimo mieszkania w niewielkim mieszkaniu wiedziałam, że jestem w stanie dać wiele czasu swojemu podopiecznemu. Sprawić, by nie odczuł ciasnoty życia na takiej małej przestrzeni. Wielogodzinne urozmaicone spacery, dużo zabaw ze mną oraz z innymi psiakami – pies wracał do domu zmęczony i odsypiał. Ale jednak wciąż czegoś nam brakowało… Po dziesięciu miesiącach od adopcji Sherusia trafiłam na nią – Lawę – suczkę, która wraz z rodzeństwem w podwarszawskiej wsi była hodowana na smalec. Wolontariusze wykupili szczenięta i pilnie szukali im domów. I w ten sposób trafił do mnie drugi psiak.10897034_815964925131601_5557709478655662229_n

Mieszkamy na obrzeżach Krakowa. W okolicy jest dużo terenów zielonych i psi wybieg, który moje psy lubią odwiedzać. Co weekend staramy się jeździć za miasto, aby dotlenić płuca podczas kilkukilometrowych wędrówek po lasach. Wakacje oczywiście spędzamy zawsze z psami. Nie jest łatwo ze znalezieniem noclegu, nie wszędzie zgadzają się na przyjazd ze zwierzakiem. Staramy się regularnie uprawiać z pieskami sporty: dogtreking, canincross oraz agiliti.  Psy bardzo rzadko są same w domu, gdy już zostają same staramy się wcześniej zrobić im bardziej intensywny spacer, aby mieć pewność że będą zmęczone i prześpią całą naszą nieobecność. zdjęcie psów

Często słyszę, że moje psy się męczą w bloku. Ja tak nie uważam. Cały nasz świat kręci się w okół psiaków. Mam nadzieję, że czas i energia, jaką im poświęcam, sprawia, że są szczęśliwe.

Autorka tekstu: Dorota Sitko

Absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prywatnie szczęśliwa właścicielka Neli, najpiękniejszej na świecie suczki w typie owczarka niemieckiego. Od dziecka cierpi na nieuleczalną miłość do zwierzaków.