Oto historia adopcji Ryśka. To cudowny psiak, bez którego nie wyobrażam sobie życia.

Zaczęłam pracę w nowym mieście, daleko od rodziny, chłopaka i przyjaciół. Byłam przez to trochę przybita samotnością, więc postanowiłam, pomimo rad wszystkich dookoła, że przygarnę psiaka.

Długo się zastanawiałam i rozglądałam po okolicznych schronach, przeglądałam strony z adopcjami itp. Miałam oczywiście również obawy, co będzie z psiakiem, gdy wyjadę (charakter pracy czasami mnie do tego zmuszał).

Bałam się też o wynajmowane mieszkanie. To wszystko opóźniało tylko moja decyzję i sprawiało, że coraz bardziej odchodziłam od tego pomysłu.

Jednak pewnego dnia moje serce zabiło mocniej, gdy zobaczyłam w poście na Facebooku lokalnego schroniska pewnego pięknego kawalera, zwanego dumnie Cezarem.

Od razu postanowiłam się z nim zapoznać i zadzwoniłam.

Pani w schronie poinformowała mnie, że piesek jest już na oku jednej Pani, jednak jak się później okazało nie stanęła ona na wysokości zadania.

To była miłość od pierwszego wejrzenia. Po pierwszym spacerze już wiedziałam, że Rysiek (bo schroniskowy Cezar w ogóle do niego nie pasował) będzie mój, a ja będę jego.

Mimo, że wszyscy byli w szoku, bo Rysiek do najmniejszych kanapowców nie należy, to z czasem tak jak ja go pokochali.

Najbardziej bałam się przeprowadzki… Zmiana pracy zmusiła mnie do powrotu do domu rodzinnego, w którym razem z mamą panują dwie kotki.

Swoje królestwo dzielą średnio chętnie, ale dzielą. Rysiek nie zjada kotów i innych zwierzątek (pluszowe misie się nie liczą).

I choć koty średnio darzą go sympatią na co dzień, to jednak cała trójka woli spać razem podczas nieobecności domowników 😉 A moja mama, która była jedną z większych przeciwniczek tego pomysłu, pokochała Ryśka i traktuje go nie gorzej jak wnuczka 🙂

Po pewnym czasie okazało się niestety, że Ryniu ma padaczkę. Powiem jedno: nie bójcie się takich psiaków.

Sam fakt, gdy to wyszło i nieustające ataki były okropne, ale odpowiednia terapia i pies funkcjonuje normalnie.

Tak samo, jak nie ma znaczenia jak duży jest pies, kiedy mieszkasz w bloku. Przygarniając Rysia mieszkałam w kawalerce 28m2. Trzeba po prostu poświęcać im czas na spacery i  dać możliwość zużycia energii.

Czy ja się bałam psa ze schroniska? Okropnie! Ale teraz wiem, że było warto.

PS Zjadł mi tylko jedne buty… 😉


 

Studentka IV roku socjologii na Wydziale Humanistycznym AGH. Lubi podróżować, słuchać muzyki i robić zdjęcia. Kocha wszystko co związane z Włochami, a zwłaszcza ich kuchnię. Prywatnie właścicielka szalonego Maltańczyka o imieniu Malik.