Kiedy w wieku 13 lat zmarła nasza Anais, mój ukochany pies, wraz z Nią odszedł donikąd kawał mojego serca. Powiedziałam sobie, że już nigdy więcej nie chcę przez coś takiego przechodzić. I choć wciąż miałam w pamięci słowa, które zwykły powtarzać moje mądre córki: „Gdy zwierzak odchodzi, robi miejsce w ludzkim sercu dla innej Biedy”, nie potrafiłam znaleźć w sobie siły, żeby podjąć się kolejnej adopcji.

Półtora roku później, pewnego majowego popołudnia odwoziłyśmy z córką (to ona, Magda, namówiła mnie na psi wolontariat) do schroniska psinkę po trudnej – wykonanej przez naszą weterynarz – operacji. Tego dnia w izolatce obok kojca Marysi dostrzegłam brązową kulkę. Próbowałam przywołać psinę, ale ona tylko zerknęła i z rezygnacją odwróciła łepek… Przez ułamek sekundy najsmutniejsze na świecie brązowe oczy popatrzyły z nadzieją i zgasły. Od jednej z pracownic schroniska dowiedziałam się, że Niko, jedenastoletni posokowiec, którego właściciela zmarli, został przywieziony kilka dni temu.

Dla jego kumpla, beagle’a o imieniu Pirat, znalazł się dom, dla Niko – nie. Usłyszałam, że psiak nic nie je w schronisku, nie chce wychodzić, pije niewiele wody – zupełnie stracił chęć do życia. Myśląc o tym, jak potwornie musi się czuć psina, która straciła wszystkich, straciła dom, straciła fota640swojego psiego przyjaciela, przepłakałam całą noc, po czym – już wraz z mężem – wróciłam do schroniska.

Na jego wołania pies od razu zareagował. Przez ostatnie miesiące swojego życia jego pan sam się nim opiekował, może psiak, słysząc głos mężczyzny, sądził, że Pan wrócił? Po załatwieniu formalności zabrałam biedną kulkę do domu. Pozwoliłam Niko chodzić, zwiedzać, poznawać nowy kąt. Kiedy go wyczesałam na balkonie, prawie nie zostało na nim sierści –  pewnie biedak wyliniał z rozpaczy. W pewnym momencie postanowił ogłosić osiedlu, że tu jest – z jego piersi wyrwało się wycie tak potężne, że wszyscy zatrzymywali się i patrzyli w górę. W taki sposób Niko ogłosił, że tu mieszka, że od teraz tu jest jego dom. A może próbował na swój psi sposób przywołać swoich właścicieli, za którymi wciąż tęsknił…

Nie bój się adopcji staruszka!

Nie było łatwo, ponieważ tuż po adopcji okazało się, że Niko choruje na raka śledziony. Nasza wspaniała weterynarz bardzo się napracowała, żeby wyleczyć naszego nowego przyjaciela. Jesteśmy razem półtora roku. Niko będzie miał niedługo trzynaste urodziny. Jesteśmy nierozłączni. Psiak jeździ z nami w góry, nad morze, wędruje po lasach. Ma przyjaciółkę Shivę i kumpla Hugo.

Jest zdrowy i szczęśliwy, choć… czasem podchodzi do starszych ludzi o siwych włosach i smutnie się im przygląda. Tęskni, a ja wtedy ocieram łzę  – psy i koty powinny mieć jeden dom na całe życie! Nasz Niko wciąż boi się na dłużej zostać sam, mimo iż szepczemy mu do uszka, że nigdy go nie opuścimy, że to ostatni dom w jego życiu, a już dwóch behawiorystów próbowało pomóc nam uporać się z Nikowym lękiem separacyjnym.

Staramy się, żeby czuł się bezpiecznie. Marzymy, żeby mógł przestać tęsknić. Kochamy Niko.

Autor tekstu: Ewa Deja

Absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prywatnie szczęśliwa właścicielka Neli, najpiękniejszej na świecie suczki w typie owczarka niemieckiego. Od dziecka cierpi na nieuleczalną miłość do zwierzaków.