Mam w domu dwa psiaki. Oba znalazły się u mnie przez przypadek. Dzięki temu przypadkowi mam dwa najlepsze psiaki pod słońcem: Misię i Krecika. Każde z nich ma swoją dziwaczną historię trafienia do mojego domu.

Krecika uratowaliśmy przed pewną śmiercią

Historia pierwszego z nich – Krecika, zaczyna się 7 lat temu. Tata pojechał załatwić służbowe sprawy do… kopalni piachu, spory kawałek od miejsca naszego zamieszkania. Tam zaczepił go kolega, pytając czy tata nie chce przygarnąć psa. Okazało się, że znaleźli wycieńczonego psiaka na środku pola, a temperatury były już naprawdę niskie.

Piesek był już w stanie agonalnym, dlatego jakiś pan wziął go do pojazdu, którym aktualnie się poruszał, czyli do…koparki.

Próbował pomóc psu, więc oddał mu swoje służbowe śniadanie, domowe kanapeczki. Krecik przyjechał do nas z pola koparką, odżywiony kanapką. Tata nie miał serca powiedzieć, że go nie weźmie.

Gdy jechał wystraszony samochodem do domu, podczas zmieniania biegów wsadzał nosek w rękaw taty i to był moment, kiedy nie było już odwrotu. Krecik był nasz!

To była miłość od pierwszego wejrzenia

Historia drugiego Psiaka – Misi, jest jeszcze bardziej zakręcona.

Dwa lata temu byłam wolontariuszem w schronisku dla bezdomnych zwierząt. Wiedziałam, że nie mogę przejmować się każdym mieszkańcem schroniska.  Nie dałabym rady pomagać, tylko skupiałabym się nad tym, jakie są niekochane.

Przez rok, tydzień w tydzień, jeździłam, pomagałam, robiłam psom zdjęcia. Byłam zdystansowana. Miałam swoje zadania. Sytuacja zmieniła się, kiedy koleżanka któregoś styczniowego dnia pokazała mi nowego psa, który przyjechał do schroniska.

Kiedy zobaczyłam psa, zakochałam się.

Wiedziałam, że nie ma szans, żeby ktokolwiek w domu zgodził się na tak dużego i kudłatego psa. Jednak nie mogłam przestać o nim myśleć. Napisałam do schroniska, że psa nazwiemy Misia. Misia śniła mi się w nocy, o Misi słyszeli wszyscy moi znajomi, o Misi mówiłam, że ją kocham.

Miałam zdjęcia Miśki, ale nie miałam serca wstawić ich na stronę internetową, bo nie chciałam, żeby ktoś inny ją adoptował.

Jednocześnie nie widziałam szans na adoptowanie ją przez nas.

Postanowiłam jednak spróbować przekonać rodziców, oczywiście usłyszałam zdecydowane “nie ma mowy”. Tydzień chodziłam i prosiłam, robiłam Miśce smutne zdjęcia, żeby ktoś się nad nią zlitował.

Udało się – ugiął się tata. Ale to było jeszcze za mało. Mama nie chciała nawet o tym rozmawiać. W końcu tata wytoczył ciężki argument: “Jak weźmiemy tego psa to zrobimy remont w domu, jaki chcesz, gdzie chcesz i za ile chcesz”.

Mama zgodziła się pojechać “obejrzeć” psa z nami do schroniska. Była przygotowana, że zobaczy psa “niewiele większego od cocker spaniela”.

Rzeczywistość okazała się nieco inna, ale po wyprowadzeniu Misi z boksu na smyczy, po tym jaka była przestraszona i po tym jak położyła łapkę na mojej nodze, mama nie miała serca jej zostawić. Tak więc Misia wróciła z nami do domu. A my mamy od roku wyremontowaną kuchnie i najnowsze meble robione na zamówienie!

Z całą pewnością pojawienie się Misi i Krecika zmieniło nasze życie na lepsze!

Autorka tekstu: Ania


Absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prywatnie szczęśliwa właścicielka Neli, najpiękniejszej na świecie suczki w typie owczarka niemieckiego. Od dziecka cierpi na nieuleczalną miłość do zwierzaków.