Leo

Nie wiem, kiedy dokładnie zaczęła się moja przyjaźń z Leo.

Nie zamierzałam przygarnąć psa.

Przecież studentka ścisłego kierunku ani nie ma wystarczająco dużo czasu, ani nie jest wystarczająco odpowiedzialna.  Do tego dochodzą słabe warunki mieszkaniowe. Perspektywa takiego obowiązku mnie przerażała.

Kończył się styczeń,  zaczęłam czuć się samotnie – zima trwała zbyt długo.

Przeglądałam zdjęcia psiaków z różnych schronisk.  Pojawił się Leo (wtedy jeszcze Rosco). Moją pierwszą reakcją było jedno wielkie “awwwww”, ale nic poza tym. I tak się zaczęło. Kilka nocy z rzędu miałam przed oczami tego cudnego kudłatego stworka, śnił mi się po nocach.

Kiedy tylko właściciel zgodził się na psa w mieszkaniu, zadzwoniłam do schroniska, że chcę już mieć Leo u siebie.

Psiak miał przyjechać za dwa tygodnie, po zabiegu kastracji.  Niestety mały chirurg sam wyjął sobie szwy,  przyjechał do mnie po trzech tygodniach z otwartą raną.

Mimo, że był to bardzo spokojny i przytulaśny psiak, bywało ciężko.

Pamiętam, jak wdała się infekcja i on przerażony jechał na moich rękach na drugi koniec miasta do weterynarza. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Zabawkami zaczął bawić się dopiero po miesiącu. Patrykiem na spacerach także.  A dzisiaj?

Leo

Jest o wiele bardziej uparty i  mam wrażenie, że na szczęście już dobrze zapomniał o schronisku. Zaczyna mieć swoje humorki i wybrzydzać. Ale wciąż nie ma nic bardziej słodkiego niż jego miny.

Stał się moim najlepszym przyjacielem.

Na początku dużo płakałam. Bałam się, że sobie nie poradzę. Zawsze wtedy przytulał się do mnie i lizał mnie po twarzy.

‌Leo to coś najcudowniejszego, co mi się zdarzyło w życiu. I to z zupełnego przypadku. Współlokatorka mówi, że kiedyś szczekał przez sen. Kiedy przestał – mówić przez sen zaczęłam ja. Jesteśmy tacy sami: uparci, towarzyscy, lubimy jeść i spać.

Może to jednak nie był przypadek a przeznaczenie…  🙂

I najważniejsze słowa pani ze schroniska,  które zapadły mi w głowie, kiedy zapytałam czy ja z malutkim mieszkaniem mogę mieć psiaka:

ZAWSZE psu będzie lepiej w małym mieszkaniu niż w schroniskowym boksie.

Autorka tekstu: Sylwia


Absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prywatnie szczęśliwa właścicielka Neli, najpiękniejszej na świecie suczki w typie owczarka niemieckiego. Od dziecka cierpi na nieuleczalną miłość do zwierzaków.