Jest to historia jakich wiele, a jednak dla jednego Psa i jednego Człowieka – jedyna w swoim rodzaju. Taka jest dla mnie historia moja i Korka

W domu zawsze był pies. Ostatni chorował na raka przez około rok, zanim zdecydowaliśmy się skrócić jej cierpienia. I miało więcej psa nie być.

Jednak już po pierwszym miesiącu wiedziałam, że tak być nie może, że potrzebny jest kolejny pies. Następnych pięć miesięcy zajęło mi przekonywanie o tym reszty rodziny.

Kiedy w końcu dostałam pierwsze, malutkie, zielone światełko, od razu zaczęłam przeglądać zdjęcia na stronach TOZu – w moim i pobliskim mieście. Było ich mnóstwo. Małe i duże. Mniej i bardziej kudłate.

Ale ten jeden jedyny był idealny.

Spojrzałam w jego smutne oczy na zdjęciu i od razu wiedziałam, że to ten.

Decyzja zapadła natychmiast i kilka dni później jechaliśmy do przytula zabrać bidula. Odbiór psa wyglądał na zasadzie, że pan ze straży miejskiej zapytał: “To który to ma być?”.

Było już ciemno, ja jednak bez wahania wiedziałam, który to ten ze zdjęcia. Nawet nie pamiętam tych wszystkich dookoła. Był tylko ten jeden. Przyłożyłam rękę do siatki i poczułam jego zimny nosek i już był mój. A ja Jego.

W ten oto sposób Korek jest z nami od dwóch lat. I oby jak najdłużej!


Autorka tesktu: Urszula

Studentka IV roku socjologii na Wydziale Humanistycznym AGH. Lubi podróżować, słuchać muzyki i robić zdjęcia. Kocha wszystko co związane z Włochami, a zwłaszcza ich kuchnię. Prywatnie właścicielka szalonego Maltańczyka o imieniu Malik.