Ajax

Ajax urodził się w 2002 roku. Trafił do nas jako 2 letni pies, który doświadczył z rąk człowieka bardzo, bardzo wiele złego Uratowała go wspaniała kobieta, weterynarz w lecznicy Arka w Legnicy, która opiekowała się Legnickim schroniskiem.

Ajax przyjechał do schroniska w Legnicy nocą, pobity tak bardzo, że nie było widac zbyt dobrze jakiego koloru ma oczy, bo były całe w krwawych wybroczynach. Był pobity i “nastawiony” na walkę o życie, nie chciał kontaktu z ludźmi, wycofywał się i warczał, a “przyparty do muru” walczył o resztkę swojego honoru….

Moja ukochana Pani weterynarz, której ja i nasze psy zawdzięczamy bardzo, bardzo wiele, zadzwoniła do mnie rano i powiedziała, że przywieziono pięknego psa z rodowodem, ale jego losy nie malują się różowo, bo jest agresywny i ma niezbyt ciekawą przeszłość.

Oczywiście jak najszybciej pojechałam do schroniska. Jako “osoba zaufana” otrzymałam lasso i pozwolenie na “wyjęcie” Ajaxa z kojca. Odmówiłam wzięcia lassa i powiedziałam, że albo mi zaufa i pójdzie ze mną, albo go nie wezmę.


Weszłam do kojca i usiadłam cicho w rogu. Ajuś siedział w drugim końcu kojca, zasłonięty dla mojego pola widzenia budą i warczał ostrzegawczo. Ale byłam przygotowana, całe szczęście Ajuś był strasznym łasuszkiem. Wyjęłam z kieszeni pyszne suszone mięsko z dziczyzny i, nie zmieniając pozycji, podrzuciłam kilka kawałków biednemu Ajusiowi. Kiedy nieśmiało wychylił się zza budy, zobaczyłam ogromnego samca, z którego człowiek zrobił obraz nieszczęścia.

Brudny, z posklejaną sierścią, pobity, ale z niezłomnym duchem. Jego dusza była silniejsza niż wszystko.

Powoli zaczął zbliżać się do mnie, wyjadając “ścieżkę z przysmaczków”. Kiedy był już blisko, przyjrzał mi się uważnie, a ja powiedziałam do niego “chodź na spacerek, a później pojedziemy do domku”. Ajax natychmiast zrozumiał i zaczął merdać ogonem.

To był bardzo, bardzo mądry pies, o doskonałym charakterze i chyba tylko to dało mu to wszystko znieść i wrócić do normalności.

Ale wracając do historii Ajaxa, założyłam mu obrożę i poszliśmy na spacer. Psiak był tak obolały, że ciężko było mu podnieść nogę do siusiania i poruszać się szybszym krokiem. Pani Danusia – wspomniana już wyżej wspaniała weterynarz – udzieliła mu niezbędnej pomocy lekarskiej i pojechaliśmy do domu.

To nie był koniec trudności

Ajax miał zakodowany obraz człowieka, który bije bez przyczyny, nie wiadomo kiedy i dlaczego. Jak tylko znajdował się w zamkniętej przestrzeni, gdzie nie mógł się wycofać lub uważał, że w razie zagrożenia nie będzie miał jak uciec, przechodził do obrony.

Na początku nie wiedziałam co robić. “Fachowcy od psów” polecili go wykastrować lub uśpić, ale ja czułam, że to nie rozwiąże problemu. Poza takimi sytuacjami, kiedy po prostu spodziewał się bicia, był przecież normalnym, wesołym psem.

Myślałam, ale nic… i nagle, kiedy nie miałam już sił, a Ajuś przyparł mnie do ściany i niewiele brakowało, żeby mnie pogryzł (do dziś mam na wewnętrznej stronie łokcia bliznę po jego piątym pazurku), przypomniałam sobie sytuację, kiedy weszłam do klatki i odezwałam się do niego “Ajuś chodź na spacerek”. Ajax oczywiście zaczął się cieszyć i zmienił się o 180 stopni.

 

Zrozumiałam wtedy, że on po prostu walczy o życie, bo spodziewa się ataku. Miał w przeszłości za opiekuna kogoś, kto najpierw go głaskał, a chwilę później, bez powodu, katował.

Ale znalazłam sposób na jego oswojenie! Za każdym razem, kiedy Ajax spodziewał się złego, zaproszenie do spaceru natychmiast rozpogadzało jego oblicze. Po kilku miesiącach Ajuś “zapomniał” o krzywdach – zapomniał czyli raczej zaufał ludziom raz jeszcze – i był wesołym, kochanym psem.

Miał cudowny charakter. Był strasznym pieszczochem. Mamy też konie, z którymi świetnie się dogadywał. Nie raz ludzie przychodzili z dziećmi, które “wisiały” na Ajusiowym kołnierzu, a on cierpliwie znosił ich krzyki, szarpanie za uszy i dziecięcą radość. Był też doskonałym stróżem i był tak mądry, że wiedział, kiedy wyjeżdżamy i wtedy nikogo obcego nie wpuszczał do stajni.

Był to zrównoważony, kochający, oddany pies, o nieprzeciętnej inteligencji i szlachetnym wiernym sercu.

Jego doskonała psychika pozwoliła mu poradzić sobie z przeszłością i mimo tego, co przeszedł, być wzorem owczarka
niemieckiego. Zostawił w hodowli wiele wspaniałego potomstwa. Był ojcem Natana, Nilii, Naji, Seli i Aksy – dziś już suczek na emeryturze, jednak najmądrzejszych jakie mam. Jestem wdzięczna Bogu, że dał mi Ajusia.

Dzięki niemu poznałam na prawdę, co oznacza psie serce.

To on i jego charakter był inspiracją do nazwy naszej hodowli. “Wilcze Serce” to właśnie szlachetność, niezłomność, miłość, duma i oddanie Ajaxa. Bardzo go kocham i wiem, że kiedyś się spotkamy, a dziś i tak widzę jak uśmiecha się do mnie w swoich dzieciach, wnuczkach i prawnuczkach, mądrością dorosłych psów i beztroskimi oczkami małych szczeniątek…

Autorka tekstu: Sylwia Łozowska


Absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prywatnie szczęśliwa właścicielka Neli, najpiękniejszej na świecie suczki w typie owczarka niemieckiego. Od dziecka cierpi na nieuleczalną miłość do zwierzaków.