23 czerwca 2013 roku pojechaliśmy do Schroniska na Paluchu z zamiarem adopcji suni, którą wypatrzyliśmy na stronie internetowej schroniska. Miała na imię Lulu, była jamnikowata, podpalana i utykała na przednią łapkę.


W tygodniu poprzedzającym naszą wizytę skontaktowałam się z wolontariuszką, która się nią opiekowała. Wszystko było obgadane i dopięte na ostatni guzik. Okazało się, że los nie do końca chciał, żeby ten guzik pozostał zapięty i sprzątnął nam Lulu sprzed nosa. Po przyjeździe na Paluch dowiedzieliśmy się, że adoptowano ją dzień wcześniej.

Nie sądziłam, że snując się po terenie schroniska uda nam się zdecydować na innego psiaka, bo jak tu wybrać? Na jakiej podstawie podjąć decyzję?

Inaczej przegląda się fotografie w sieci. Nikt nie wodzi za tobą wzrokiem, nie szczeka, nie wciska nosa między kraty. Zatrzymując się przy jednym ze zdjęć na dłużej nie zrobisz przecież nikomu nadziei.

P5210332

Luśkę znaleźliśmy w “zielonym domku”. Była tuż po zabiegu sterylizacji. Wyglądała okropnie – strasznie zarośnięta, kudłata i jako jedyna nie szczekała. Siedziała w kącie boksu ze spuszczoną głową. Mordkę podniosła dopiero, gdy się nad nią zatrzymaliśmy.

Od razu wiedzieliśmy, że jest nasza.

Z załatwienia formalności pamiętam niewiele, wszystko działo się trochę jak we mgle. Za to doskonale pamiętam chwilę, gdy Luśka z rozpędu wskoczyła na tylne siedzenie naszego samochodu, a Michał wcisnął gaz do dechy i z piskiem opon ruszyliśmy w kierunku nowego życia.

Obydwoje kochamy podróżować i podejmując decyzję o adopcji psa od początku wiedzieliśmy, że będzie zawsze nam towarzyszył. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy mieli zostawić Luśkę “na przechowanie” gdy nadchodzą wakacje. Nie ma mowy!

Na co dzień pracujemy, więc tak naprawdę tylko podczas weekendów i urlopu mamy nieograniczony czas dla siebie. Sunia na szczęście bardzo dobrze znosi podróżowanie samochodem, ale jeśli miałaby z tym problem, pewnie przesiedlibyśmy się na rower. Albo pociąg!

P6061373_1

Podróże zawsze planujemy “pod Luśkę” i nie potrafię sobie już wyobrazić, żeby było inaczej.

Zwiedziła z nami Lofoty, przejechała dużą część Skandynawii, szmat Francji. Razem byliśmy także w Hiszpanii, Niemczech. Poznała Łotwę, Litwę, Austrię, Szwajcarię i Węgry. W tym roku we trójkę przejechaliśmy Alpy.

Każda wyprawa to dla nas nowa przygoda i nowe wyzwanie. Podróżowanie z Luśką otwiera oczy, każe zwolnić, bardziej rozkoszować się chwilą, być tu i teraz. Sprzyja aktywności, mobilizuje do ruszenia się z leżaka i odkrywania okolicy. Jest cudownie!

Luśkę i jej przygody możecie śledzić na blogu Makulscy!

Dziękujemy za podzielenie się historią <3 !

P6051226_1

Kocham psiaki odkąd pamiętam. Moją misją jest zachęcanie do adopcji psów starszych i niepełnosprawnych. Chcę łamać psie stereotypy i pokazywać rzeczywistość. Jestem ogromną melomanką, działam w ruchu rekonstrukcji historycznej już 7 lat. Zawsze znajdę wolną chwilę na wypad w góry.